dia
Jak skutecznie czas stracić. 2010-02-08

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób zmarnować czas, to widać nigdy nie zależało Wam na archiwalnych rozmowach przeprowadzonych przy pomocy Gadu-Gadu. Tak się składa, że od kilku miesięcy zmieniam komputer. Znaczy się, nowy (właściwie: stary, po bracie, a i tak nowszy od mojego) czeka w pokoju na swój czas. I gdyby nie to, że cholernie żal mi tych dialogów (tak sobie przejrzałam, to na niezłe kwiatki można trafić), spokojnie bym komputer zmieniła. No ale cóż. Odblokowało mi się archiwum, to teraz zapisuję sobie te rozmowy. Każdą oddzielnie… Dzisiaj zapisałam 373 rozmowy, a to dopiero jedna osoba… Już wszystko mnie boli, na samą myśl o pozostałych. Strata czasu? Tak, ale potem bym żałowała, iż nie mam części tekstów…


Teraz zastanawia mnie, czy on naprawdę nie rozumie, że miłości do sportu nie musiałam po nim odziedziczyć? Skoro mój szanowny tata lubi chodzić na siłownię i poprawia mu to samopoczucie, niech spędza tam nawet całe dnie. Ale mi mógłby dać spokój. Na siłowni byłam trzy razy i za każdym razem wracałam wkurwiona jak nigdy. Dzisiejsze wkurwienie do tej pory mnie trzyma. Może nie byłoby źle, gdybym sama to wszystko robiła, ale nie, on musiał zawołać nam (mi i znajomej) jakichś instruktorów. Zajebiście… Szczególnie, że z instruktorem się nie lubimy. A instruktorka jest dziwna. KURWA. Czy oni nie potrafią pojąć, że nie lubię ćwiczyć? Tym bardziej, gdy ktoś mówi mi, co mam robić?! A poza tym boli mnie kolano i nie mogę jeździć na rowerku, a to ulubione ćwiczenie instruktorki. Dzisiaj musiałam, bo był „trener”, a on niestety nie rozumie, co do niego mówię. Wolę już pedałować, masując tę biedną kończynę, niż wdawać się w dialogi z nim… Naprawdę, po powrocie z siłowni miałam poczucie bardziej zmarnowanego czasu niż przy zapisywaniu rozmów na GG… Ech. Ile osób kazało mi nie narzekać na siebie! Żadnej się nie udało. Ale teraz, kiedy zaprzestanie narzekania równoznaczne jest z końcem męk na siłowni, to naprawdę mogę zamilknąć… A jutro powtórka. I pojutrze. I potem. I tak do końca karnetu.


Idę się powiesić. Na lince do podciągania.


Ale zanim to zrobię, mam pytanie: czy można uważać za Przyjaciela kogoś, kto Ciebie ma tylko za znajomego?


Dodaj komentarz


3kropki 2010-02-08

po pierwsze to moje (fakt że stare) gg miało opcje exportu i importu archiwum. Więc może popatrz, czy nie da się tego zrobić mniej ręcznie?

po drugie - Dio, przyjaźń czy miłość muszą być dwustronne - inaczej są niepełne, a może nawet... hmm... chore. To uczucia wymagające pełnej akceptacji obu stron. Inaczej włożysz zbyt dużo siebie w coś, co kogoś zupełnie nie obchodzi. Taka jest cena, a czy ty ją zapłacisz... twój wybór. Bywa, że po jakimś czasie z "przyjaciela" uzyskujesz Przyjaciela, bo ten ktoś docenia w końcu twoje zaangażowanie. Ale to raczej wyjątki potwierdzające regułę :/

K.Cz. 2010-02-08

Nie- tak myślę.

Drugie NIE- to powiedz w końcu dość dobitnie o kolanie. Niech dobiorą Ci ćwiczenia tak, żeby go nie forsować, bo inaczej skończysz u lekarza. Albo idź do lekarza i spytaj, co masz robić. Doradzam. Mnie też tak ćwiczyła instruktorka- potem miałam rehabilitację. A może aqua aerobik?
3maj się!

  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]